Dziś o czasownikach, które nazywają czynność jakże istotną dla zachowania gatunku ludzkiego, a mianowicie - kopulację (acz trzeba zauważyć, że sama kopulacja u ludzi nie prowadzi zwykle do przedłużenia gatunku...). Takich czasowników jest multum, oto niektóre z nich, takie, które występują także w stronie biernej: bzykać, chędożyć, ciupciać, dmuchać, dymać, grzmocić, jebać, pieprzyć, pierdolić, posuwać, ruchać, rypać, rżnąć, walić, zapinać.
Poniżej definicje, jakie odnalazłem w trzech wybranych słownikach (w nawiasach data wydania) i moje komentarze:
Słownik języka polskiego pod red. Mieczysława Szymczaka (1998)
pieprzyć
wulg. <<o mężczyźnie: mieć stosunek płciowy>>
pierdolić
wulg. <<o mężczyźnie: mieć stosunek płciowy>>
rypać
wulg. <<mieć stosunek z kobietą>>
rżnąć
wulg. <<mieć stosunek z kobietą>>
Hm, pieprzyć i pierdolić może tylko mężczyzna, natomiast rypać i rżnąć da się tylko kobietę...
Inny słownik języka polskiego (2000)
dmuchać
Jeśli ktoś dmucha kogoś lub dmucha się z kimś, to ma z nim stosunek płciowy. Słowo wulgarne.
dymać
Jeśli ktoś dyma kogoś lub dyma się z kimś, to ma z nim stosunek płciowy. Słowo wulgarne.
grzmocić
Jeśli ktoś grzmoci kogoś lub grzmoci się z kimś, to ma z nim stosunek płciowy. Mówimy też, że jacyś ludzie się grzmocą. Słowo wulgarne.
jebać
Jeśli ktoś jebie kogoś lub jebie się z kimś, to ma z nim stosunek płciowy. Mówimy też, że dwie osoby się jebią. Słowo wulgarne.
pieprzyć
Mówimy, że ktoś pieprzy kogoś lub pieprzy się z kimś, jeśli współżyje z nim seksualnie. Mówimy też, że dwie osoby się pieprzą. (wcześniej informacja o tym, że słowo jest bardzo potoczne, dla wielu wulgarne)
pierdolić
Jeśli ktoś pierdoli kogoś lub pierdoli się z kimś, to współżyje z nim seksualnie. (wcześniej informacja o tym, że słowo jest zdecydowanie wulgarne)
posuwać
Mówimy, że mężczyzna posuwa kobietę, jeśli ma z nią stosunek płciowy. Słowo bardzo potoczne.
ruchać
Jeśli ktoś rucha kogoś lub rucha się z kimś, to odbywa z nim stosunek płciowy. Mówi się też, że dwie osoby się ruchają. Słowo wulgarne.
rypać
Jeśli ktoś rypie kogoś lub rypie się z kimś, to ma z nim stosunek płciowy. Słowo bardzo potoczne, dla wielu osób wulgarne.
rżnąć
Jeśli mężczyzna rżnie kobietę, to odbywa z nią stosunek płciowy. Słowo wulgarne.
Tu już o niebo lepiej. Tylko w przypadku posuwania i rżnięcia dowiadujemy się, że posuwającym jest mężczyzna, a rżnięta jest kobieta.
Uniwersalny słownik języka polskiego (2006)
bzykać
pot. posp. <<o mężczyźnie: odbywać stosunek seksualny>>
chędożyć
pot. wulg. <<o mężczyźnie: odbywać stosunek płciowy>>
ciupciać
pot. posp. <<o mężczyźnie: odbywać stosunek seksualny z kobietą>>
dmuchać
wulg. <<o mężczyźnie: odbywać stosunek z kobietą>>
dymać
pot. wulg. <<o mężczyźnie: odbywać stosunek płciowy>>
grzmocić
pot. wulg. <<o mężczyźnie: odbywać stosunek seksualny>>
jebać
pot. wulg. <<o mężczyźnie: mieć stosunek płciowy z kobietą>>
pieprzyć
pot. wulg. <<mieć stosunek płciowy>>
pierdolić
pot. wulg. <<mieć stosunek płciowy>>
ruchać
pot. wulg. <<o mężczyźnie: odbywać stosunek seksualny>>
rypać
pot. wulg. <<mieć stosunek z kobietą>>
rżnąć
pot. wulg. <<o mężczyźnie: mieć stosunek z kobietą>>
Tutaj klasyka. Wygląda na to, że najbardziej uniwersalnymi czasownikami są te najbardziej wulgarne (nie licząc jebać), a mianowicie pieprzyć i pierdolić. Bo dymać to może tylko mężczyzna, rypać można tylko kobietę, a jebie to jedynie mężczyzna kobietę...
Podobnych prawd dostarcza Wielki słownik języka polskiego (ciekawe, czy ten projekt kiedyś się zakończy...), gdzie dmuchać, pieprzyć i pierdolić może tylko mężczyzna...
No dobrze, kochani słownikarze, kawa na ławę. Chciałbym was zapewnić, że posuwać może także kobieta (wystarczy, że założy odpowiednią zabawkę) i to nie tylko kobietę! Posuwany może być także facet, zarówno przez kobietę, jak i mężczyznę (nawet jednocześnie!)! Wiem, że ciężko to sobie wyobrazić, ale jeśli ktoś się postara, to znajdzie odpowiednie przykłady w sieci (oczywiście mówię o przykładach zdań...).
Słownikowo - blog poświęcony różnym ciekawostkom słownym związanym ze słownikami i grami słownymi. W zamierzeniu ma być czasem zabawnie, czasem poważnie, a czasem tak i tak.
piątek, 21 lutego 2014
poniedziałek, 26 listopada 2012
Dysponować stomatologicznie
Dziś kolejny ciekawy przykład słownikowego przykładu.
W Wielkim słowniku poprawnej polszczyzny pod hasłem dysponować natrafiłem na takie znaczenie i zalecenie:
<<rozporządzać>> [...] W tym zn. wyraz nadużywany, lepiej: mieć. Np.: Nie dysponował własnym uzębieniem. Lepiej: Nie miał własnych zębów.
Jakiż życiowy przykład (oby nie!)... Jednak robienie słowników to całkiem zabawne zajęcie :)
piątek, 31 sierpnia 2012
Fiut od innej strony
Z czym kojarzy się wyraz fiut?... Wiadomo, jest to niezbyt kulturalna nazwa męskiego przyrodzenia, jak i wyzwisko kierowane raczej w stosunku (sic!) do mężczyzn. Jednak starsze słowniki znają jeszcze co najmniej 2 znaczenia tego wyrazu. Już nie rzeczownika, a wykrzyknika. W obu znaczeniach wyraz ten był synonimem wyrazu fiu.
Pierwsze znaczenie związane jest z gwizdaniem. Do dziś jako odgłos gwizdu przetrwało jednak tylko fiu. Trudno się dziwić - skoro już samo gwizdanie uchodzi czasem za niezbyt eleganckie, to używanie w piśmie wyrazu fiut jako odgłosu gwizdania tym bardziej wygląda dość wulgarnie. Z drugiej strony nieelegancki wyraz pasuje do niekulturalnego gwizdu...
Drugie znaczenie używane jest (a raczej było), gdy nagle coś przepadło, ktoś znikł itp. Najciekawszy jest jednak przykład użyty w słowniku:
Dziś się żyje, jutro fiut.
Cóż, nie jest to zbyt optymistyczna perspektywa (przynajmniej dla heteroseksualnego mężczyzny albo homoseksualnej kobiety...). Dziś już nawet wykrzyknika fiu nie używa się w tym drugim znaczeniu.
Fiut, fiut! (tfu!)
Fiu, fiu! (lepiej!)
Dodano:
Miałem przyjemność (?!) na własne oczy zetknąć się z fiutem jako wykrzyknikiem! Wykrzyknieniem takim uraczyła czytelników komiksowa legenda, Janusz Christa w komiksie o marynarzu Kajtku (konkretnie chodzi o komiks Kajtek i Koko - Profesor Kosmosik; niestety, nie zanotowałem konkretnej strony, ale wydaje mi się, że były to nawet 2 fiuty...). A ponieważ byłą to historyjka skierowana raczej do młodszego czytelnika, można się przekonać, że fiut dawniej nie raził tak, jak obecnie.
Pierwsze znaczenie związane jest z gwizdaniem. Do dziś jako odgłos gwizdu przetrwało jednak tylko fiu. Trudno się dziwić - skoro już samo gwizdanie uchodzi czasem za niezbyt eleganckie, to używanie w piśmie wyrazu fiut jako odgłosu gwizdania tym bardziej wygląda dość wulgarnie. Z drugiej strony nieelegancki wyraz pasuje do niekulturalnego gwizdu...
Drugie znaczenie używane jest (a raczej było), gdy nagle coś przepadło, ktoś znikł itp. Najciekawszy jest jednak przykład użyty w słowniku:
Dziś się żyje, jutro fiut.
Cóż, nie jest to zbyt optymistyczna perspektywa (przynajmniej dla heteroseksualnego mężczyzny albo homoseksualnej kobiety...). Dziś już nawet wykrzyknika fiu nie używa się w tym drugim znaczeniu.
Fiut, fiut! (tfu!)
Fiu, fiu! (lepiej!)
Dodano:
Miałem przyjemność (?!) na własne oczy zetknąć się z fiutem jako wykrzyknikiem! Wykrzyknieniem takim uraczyła czytelników komiksowa legenda, Janusz Christa w komiksie o marynarzu Kajtku (konkretnie chodzi o komiks Kajtek i Koko - Profesor Kosmosik; niestety, nie zanotowałem konkretnej strony, ale wydaje mi się, że były to nawet 2 fiuty...). A ponieważ byłą to historyjka skierowana raczej do młodszego czytelnika, można się przekonać, że fiut dawniej nie raził tak, jak obecnie.
niedziela, 19 sierpnia 2012
Od pompeli do pomelo
Jedliście kiedyś pomelo? To taki duży owoc bardzo podobny do grejfruta (tfu, grejPfruta!), tyle że większy. Nie lubię grejpfrutów, więc kiedy zdjąłem skórkę (z pomelo!) i zobaczyłem różowy miąższ, wkurzyłem się, że kupiłem sobie wielkiego grejpfruta. Ale nic, pomyślałem sobie, do odważnych świat należy, może jednak moja intuicja tym razem mnie myli. Zdegustowałem więc kawałek i ucieszyłem się - ufff, to nie grejpfrut! Smak podobny, ale inny! Niestety, to uczucie nie trwało długo... Z każdym kolejnym gryzem pomelo coraz bardziej przypominało gorzki owoc... Mniej więcej połowa pomelo poszła do kosza (a tak nie lubię marnować jedzenia!).
Ale, ale, co to ma wspólnego z językiem polskim? Ano ciekawa jest nazwa tego owocu (czy też rośliny, która te owoce wydaje). No i nie nazwa, a nazwy, bo właśnie mnogość nazw w tym przypadku jest dość interesująca. W słownikach mamy więc takie oto rzeczowniki: pomelo, pompela, pumela, szadok. Dochodzą jeszcze pomarańcza olbrzymia i pamelo, o których można przeczytać m.in. w Wikipedii. Prawdopodobnie pierwszą nazwą tego owocu, która pojawiła się w polskich słownikach, był rzeczownik pompela. Ale że nie jest to tak znany frykas jak pomarańcza czy mandarynka, nazwa nie upowszechniła się. A kiedy w sklepach już chyba na dobre zagościł ten bliski kuzyn grejpfruta, handlowcy zaczęli używać dość powszechnie nazwy pomelo, którą jako główną notuje angielska Wikipedia. Dawniej natomiast owoc ten był na tyle mało znany, że W. Kopaliński utożsamił go z grejpfrutem. Sam rzeczownik pomelo pojawił się zaś w polskich słownikach najprawdopodobniej dopiero w wiekopomnym Praktycznym słowniku współczesnej polszczyzny pod red. H. Zgółkowej.
Mamy więc kilka nazw tego niezbyt jeszcze znanego owocu, ale chyba ostatecznie zwycięży pomelo. Tak czy siak zapraszam do spróbowania, zwłaszcza jeśli nie macie nic przeciwko grejpfrutom.
PS Użyłem w tym poście czasownika zdegustować w znaczeniu 'spróbować, skosztować'. Jestem zdegustowany, bo nie znalazłem słownika, w którym ten wyraz byłby zanotowany z podobną definicją.
Ale, ale, co to ma wspólnego z językiem polskim? Ano ciekawa jest nazwa tego owocu (czy też rośliny, która te owoce wydaje). No i nie nazwa, a nazwy, bo właśnie mnogość nazw w tym przypadku jest dość interesująca. W słownikach mamy więc takie oto rzeczowniki: pomelo, pompela, pumela, szadok. Dochodzą jeszcze pomarańcza olbrzymia i pamelo, o których można przeczytać m.in. w Wikipedii. Prawdopodobnie pierwszą nazwą tego owocu, która pojawiła się w polskich słownikach, był rzeczownik pompela. Ale że nie jest to tak znany frykas jak pomarańcza czy mandarynka, nazwa nie upowszechniła się. A kiedy w sklepach już chyba na dobre zagościł ten bliski kuzyn grejpfruta, handlowcy zaczęli używać dość powszechnie nazwy pomelo, którą jako główną notuje angielska Wikipedia. Dawniej natomiast owoc ten był na tyle mało znany, że W. Kopaliński utożsamił go z grejpfrutem. Sam rzeczownik pomelo pojawił się zaś w polskich słownikach najprawdopodobniej dopiero w wiekopomnym Praktycznym słowniku współczesnej polszczyzny pod red. H. Zgółkowej.
Mamy więc kilka nazw tego niezbyt jeszcze znanego owocu, ale chyba ostatecznie zwycięży pomelo. Tak czy siak zapraszam do spróbowania, zwłaszcza jeśli nie macie nic przeciwko grejpfrutom.
PS Użyłem w tym poście czasownika zdegustować w znaczeniu 'spróbować, skosztować'. Jestem zdegustowany, bo nie znalazłem słownika, w którym ten wyraz byłby zanotowany z podobną definicją.
sobota, 7 lipca 2012
Antonimiczne homonimy
Jakiś czas temu ktoś szukał polskich wyrazów, które byłyby jednocześnie homonimami i antonimami. Hm, troszkę myślałem nad tego typu wyrazami i znalazłem kilka czasowników, które niejako spełniają postawione kryteria. Wszystkie te wyrazy są do siebie dość podobne, bowiem różnica pomiędzy ich antonimicznymi znaczeniami polega z grubsza na tym, że raz czasowniki te mogą znaczyć 'wziąć', a innym razem '(od)dać'. Oto te wyrazy:
- pożyczyć (wszak może to znaczyć tyle co 'dać' albo 'wziąć' coś, co później powinno się zwrócić) i pochodne wypożyczyć;
- wynająć ('wziąć' albo 'oddać' w najem);
- dzierżawić ('brać' albo 'oddawać' w dzierżawę).
Jeśli nie będziemy znać kontekstu, to raczej nie zrozumiemy całkowicie zdań takich jak te poniższe:
- Nie lubię pożyczać pieniędzy.
- Przez rok wynajmowałem mieszkanie.
No cóż, a może są jakieś rzeczowniki tego typu w języku polskim? Póki co, nie licząc jakichś ironicznych użyć, nie przychodzi mi nic do głowy...
- pożyczyć (wszak może to znaczyć tyle co 'dać' albo 'wziąć' coś, co później powinno się zwrócić) i pochodne wypożyczyć;
- wynająć ('wziąć' albo 'oddać' w najem);
- dzierżawić ('brać' albo 'oddawać' w dzierżawę).
Jeśli nie będziemy znać kontekstu, to raczej nie zrozumiemy całkowicie zdań takich jak te poniższe:
- Nie lubię pożyczać pieniędzy.
- Przez rok wynajmowałem mieszkanie.
No cóż, a może są jakieś rzeczowniki tego typu w języku polskim? Póki co, nie licząc jakichś ironicznych użyć, nie przychodzi mi nic do głowy...
niedziela, 17 czerwca 2012
Euro to nie mundial
Właśnie co zakończyło się Euro. No, przynajmniej dla naszej reprezentacji... Ale już za 2 lata mundial w Brazylii, w którym, miejmy nadzieję, będziemy mieli okazję zagrać i może w końcu uda nam się przynajmniej wyjść z grupy...
Odłóżmy na bok temat stricte futbolowy i przyjrzyjmy się bliżej dwóm wyżej użytym rzeczownikom, a mianowicie wyrazom Euro i mundial. Czemu w jednym przypadku używamy wielkiej litery, a w drugim - małej?
Nazwa mundial odnosi się tradycyjnie do mistrzostw świata w piłce nożnej (choć znaczenie tego wyrazu powoli się rozszerza). Słowniki notują ten wyraz pisany od małej litery. Natomiast nazwę Euro od wielkiej litery w znaczeniu 'pot. piłkarskie mistrzostwa Europy' zanotował Wielki słownik ortograficzny PWN, bodajże jako jedyny słownik wydany drukiem. Nieco dziwi kwalifikator pot., bo UEFA Euro 2012 to oficjalna, skrótowa nazwa turnieju rozgrywanego w Polsce i na Ukrainie. Zasadne jest więc z pewnością używanie wielkiej litery w zdaniach, które odnoszą się do tej konkretnej imprezy:
Najważniejszą informacją zjazdu były słowa Michała Listkiewicza na temat Euro 2012: - FIFA i UEFA są już nami zmęczone. (NKJP, Dziennik Zachodni)
A może małej litery moglibyśmy używać w stosunku do jakichkolwiek mistrzostw Europy w piłce nożnej? Przeczytajmy fragment niżej:
Dlaczego wybrał Pan takich współpracowników? Antoni Piechniczek to był mój trener i nauczyciel. Adam Olkowicz załatwił nam Euro. (NKJP, Dziennik Zachodni)
Autorowi wypowiedzi chodzi o to, że ktoś załatwił nam mistrzostwa Europy w piłce nożnej. A może jednak konkretne mistrzostwa, Euro 2012? Wtedy pisownia wielką literą byłaby uzasadniona. W wielu przypadkach niełatwo byłoby odróżnić, czy chodzi o nazwę własną, czy po prostu o mistrzostwa Europy. W przypadku mundialu tego problemu nie ma, bo rzeczownik ten nie występuje w oficjalnych nazwach kolejnych turniejów mistrzowskich.
W używaniu małej litery w stosunku do nazwy piłkarskich mistrzostw Europy przeszkadza jeszcze jedna rzecz, a mianowicie nazwa europejskiej jednostki monetarnej - euro. To jakiś rodzaj wygody - używanie małej litery w przypadku waluty, a wielkiej w przypadku imprezy sportowej.
Choć na pierwszy rzut oka różna pisownia w przypadku tak podobnych nazw dziwi, chyba nie ma zbytnio sensu walczyć z uzusem.
A już za rok być może będziemy mieli więcej powodów to zadowolenia z gry naszej reprezentacji. W końcu w Polsce odbędzie się... siatkarskie Euro!
Odłóżmy na bok temat stricte futbolowy i przyjrzyjmy się bliżej dwóm wyżej użytym rzeczownikom, a mianowicie wyrazom Euro i mundial. Czemu w jednym przypadku używamy wielkiej litery, a w drugim - małej?
Nazwa mundial odnosi się tradycyjnie do mistrzostw świata w piłce nożnej (choć znaczenie tego wyrazu powoli się rozszerza). Słowniki notują ten wyraz pisany od małej litery. Natomiast nazwę Euro od wielkiej litery w znaczeniu 'pot. piłkarskie mistrzostwa Europy' zanotował Wielki słownik ortograficzny PWN, bodajże jako jedyny słownik wydany drukiem. Nieco dziwi kwalifikator pot., bo UEFA Euro 2012 to oficjalna, skrótowa nazwa turnieju rozgrywanego w Polsce i na Ukrainie. Zasadne jest więc z pewnością używanie wielkiej litery w zdaniach, które odnoszą się do tej konkretnej imprezy:
Najważniejszą informacją zjazdu były słowa Michała Listkiewicza na temat Euro 2012: - FIFA i UEFA są już nami zmęczone. (NKJP, Dziennik Zachodni)
A może małej litery moglibyśmy używać w stosunku do jakichkolwiek mistrzostw Europy w piłce nożnej? Przeczytajmy fragment niżej:
Dlaczego wybrał Pan takich współpracowników? Antoni Piechniczek to był mój trener i nauczyciel. Adam Olkowicz załatwił nam Euro. (NKJP, Dziennik Zachodni)
Autorowi wypowiedzi chodzi o to, że ktoś załatwił nam mistrzostwa Europy w piłce nożnej. A może jednak konkretne mistrzostwa, Euro 2012? Wtedy pisownia wielką literą byłaby uzasadniona. W wielu przypadkach niełatwo byłoby odróżnić, czy chodzi o nazwę własną, czy po prostu o mistrzostwa Europy. W przypadku mundialu tego problemu nie ma, bo rzeczownik ten nie występuje w oficjalnych nazwach kolejnych turniejów mistrzowskich.
W używaniu małej litery w stosunku do nazwy piłkarskich mistrzostw Europy przeszkadza jeszcze jedna rzecz, a mianowicie nazwa europejskiej jednostki monetarnej - euro. To jakiś rodzaj wygody - używanie małej litery w przypadku waluty, a wielkiej w przypadku imprezy sportowej.
Choć na pierwszy rzut oka różna pisownia w przypadku tak podobnych nazw dziwi, chyba nie ma zbytnio sensu walczyć z uzusem.
A już za rok być może będziemy mieli więcej powodów to zadowolenia z gry naszej reprezentacji. W końcu w Polsce odbędzie się... siatkarskie Euro!
wtorek, 5 czerwca 2012
Czy to bmw? Czy to IBM? Nie, to nec albo NEC!
Dziś dalsza część ostatniego posta, a konkretnie problemy leksykografów.
Jak już wspominałem, nazwy różnego rodzaju dzieł pochodzące od nazwisk czy pseudonimów ich twórców powinny być pisane wielką literą (Kossak - 'obraz Kossaka', Sienkiewicz - 'książka Sienkiewicza'). Tymczasem w Wielkim słowniku ortograficzno-fleksyjnym zanotowano wyraz kossak. Cóż, może to po prostu literówka, zdarza się.
Wróćmy jednak do marek i ich produktów. Używanie małej litery w stosunku do samochodów marki Opel przychodzi dość łatwo - Zawsze kupuję ople. Jednak pewne opory mogą się w nas pojawić, gdy przyjdzie pisać o samochodach marki BMW, nagle bowiem musimy zmienić wszystkie litery na małe - Widziałem na wystawie 3 stare bmw. Jednak inaczej być nie chce i pisownię bmw zaleca Wielki słownik ortograficzny PWN (tak samo w przypadku produktów marki BASF). Inaczej wygląda to w Słowniku nazw własnych pod redakcją Jana Grzeni. Wprawdzie w przypadku nazwy BMW mamy podobną notację jak w WSO (BMW - marka; bmw - pojedynczy samochód), ale już inaczej sprawa ma się z marką NEC. Otóż 'produktem marki NEC' może być ponoć zarówno nec, jak i NEC. Natomiast 'produkt marki IBM' to tylko i wyłącznie... IBM! Jeszcze raz, dla pewności, Słownik nazw własnych pod redakcją Jana Grzeni:
Hmm... W przypadku IBM można domyślać się, czemu pojawiła się pisownia jedynie wielkimi literami. Problem stanowi odmiana wyrazu ibm - czy zastosować dywiz (ibm-a), czy nie (ibma)? Raczej powinien być, ale wygląda nieco dziwacznie - dywiz stosujemy głównie w odmianie skrótów pisanych wielkimi literami (leksykografowie nie lubią sms-ów, wolą SMS-y). W przypadku wyrazu IBM problemu nie ma, dywiz być musi.
Mamy jeszcze jeden ciekawy przypadek marki i jej produktu. Tym razem coraz popularniejszy sposób zapisu nazwy własnej - wielka litera wewnątrz wyrazu. Mowa o iPodzie. Jak więc napiszemy o pojedynczym odtwarzaczu marki iPod? Wydawałoby się, że ipod (ciekawostką jest, kto pisał poradę pod tym linkiem). A jednak w WSO mamy tylko pisownię iPod...
Cóż, nic nie jest tak proste, jak się wydaje. A jeśli problemy z notacją podobnych wyrazów mają sami leksykografowie, to nic dziwnego, że i przeciętni użytkownicy języka polskiego gubią się w gąszczu-pląszczu ortograficznych zawiłości...
Jak już wspominałem, nazwy różnego rodzaju dzieł pochodzące od nazwisk czy pseudonimów ich twórców powinny być pisane wielką literą (Kossak - 'obraz Kossaka', Sienkiewicz - 'książka Sienkiewicza'). Tymczasem w Wielkim słowniku ortograficzno-fleksyjnym zanotowano wyraz kossak. Cóż, może to po prostu literówka, zdarza się.
Wróćmy jednak do marek i ich produktów. Używanie małej litery w stosunku do samochodów marki Opel przychodzi dość łatwo - Zawsze kupuję ople. Jednak pewne opory mogą się w nas pojawić, gdy przyjdzie pisać o samochodach marki BMW, nagle bowiem musimy zmienić wszystkie litery na małe - Widziałem na wystawie 3 stare bmw. Jednak inaczej być nie chce i pisownię bmw zaleca Wielki słownik ortograficzny PWN (tak samo w przypadku produktów marki BASF). Inaczej wygląda to w Słowniku nazw własnych pod redakcją Jana Grzeni. Wprawdzie w przypadku nazwy BMW mamy podobną notację jak w WSO (BMW - marka; bmw - pojedynczy samochód), ale już inaczej sprawa ma się z marką NEC. Otóż 'produktem marki NEC' może być ponoć zarówno nec, jak i NEC. Natomiast 'produkt marki IBM' to tylko i wyłącznie... IBM! Jeszcze raz, dla pewności, Słownik nazw własnych pod redakcją Jana Grzeni:
| Marka | Produkt |
|---|---|
| BMW | bmw |
| IBM | IBM |
| NEC | nec a. NEC |
Hmm... W przypadku IBM można domyślać się, czemu pojawiła się pisownia jedynie wielkimi literami. Problem stanowi odmiana wyrazu ibm - czy zastosować dywiz (ibm-a), czy nie (ibma)? Raczej powinien być, ale wygląda nieco dziwacznie - dywiz stosujemy głównie w odmianie skrótów pisanych wielkimi literami (leksykografowie nie lubią sms-ów, wolą SMS-y). W przypadku wyrazu IBM problemu nie ma, dywiz być musi.
Mamy jeszcze jeden ciekawy przypadek marki i jej produktu. Tym razem coraz popularniejszy sposób zapisu nazwy własnej - wielka litera wewnątrz wyrazu. Mowa o iPodzie. Jak więc napiszemy o pojedynczym odtwarzaczu marki iPod? Wydawałoby się, że ipod (ciekawostką jest, kto pisał poradę pod tym linkiem). A jednak w WSO mamy tylko pisownię iPod...
Cóż, nic nie jest tak proste, jak się wydaje. A jeśli problemy z notacją podobnych wyrazów mają sami leksykografowie, to nic dziwnego, że i przeciętni użytkownicy języka polskiego gubią się w gąszczu-pląszczu ortograficznych zawiłości...
Subskrybuj:
Posty (Atom)